Lata 20. i 30. – Warszawa w karnawale

Lata 20. i 30. – Warszawa w karnawale

Mamy czas karnawału. Czas zabaw, festynów, wesołych maskarad, balów. Tańce są wyrazem charakteru i temperamentu narodu. Naród polski chlubi się pięknymi, szlachetnymi postaciami tańca jak mazur, polka, oberek, krakowiak i poważny polonez. Taniec jest częścią życia! Tańczmy! Balliamo (tłum. – tańczmy, balujmy)! To wielka przyjemność. Uczmy się tańców współczesnych. Czas płynie. Tańce, które kiedyś wymieniano jako nowoczesne, to teraz już klasyka. Sokrates tańczył i święty Stanisław Kostka też.

Czyż bale karnawałowe nie imponują nam? Choćby karnawał w Rio, wenecki i inne. W Warszawie przedwojennej też były wspaniałe bale karnawałowe, o których chciałbym przypomnieć tutaj. Mamy okazję! Karnawał bowiem w 2019 jest wyjątkowo długi, aż 59 dni, wśród których znalazło się osiem weekendów. A każdy weekend to okazja do potańczenia. A jest jeszcze szczególny jeden wtorek. Zaczął się nam karnawał 6 stycznia ze Świętem Trzech Króli i potrwa do 5 marca. Podniosły nastrój świąteczny przechodzi powoli w wir karnawałowy. Przypomnijmy sobie, jak bawiła się przedwojenna Warszawa po 123 latach niewoli i dopiero co odzyskanej niepodległości.

Statystyka wraz z omówieniem

W roku 1925, a więc przed kryzysem, gazety poinformowały, że w Warszawie podczas karnawału odbyło się „tylko” 280 balów. Jedną z przyczyn okazało się powojenne zubożenie, drugą zaś rozwój gramofonów i radia. Koszty zabaw publicznych były spore, bowiem należało opłacić orkiestrę, a tu, gdy zebrało się nawet kilkadziesiąt osób, wystawiano urządzenie mechaniczne i wszystko grało. Było taniej.

Program tradycyjnego balu, zmiany

Zabawy i rauty karnawałowe miały z reguły bardzo podobny przebieg. W zasadzie sposób celebracji tak wyjątkowych wydarzeń był zależny od tego, w jakim okresie historycznym miały one miejsce. Jeśli był to okres sprzed przewrotu majowego, standardem były wydźwięki patriotyczne. Zabawę rozpoczynano obowiązkowym polonezem, a potem przykładowo schimmy, boston, tango, oberek, walc figurowy, a na koniec mazur (z programu z 1926 roku Wieczoru Karnawałowego Stowarzyszenia Urzędników Sądowych Okręgu Warszawskiego). Nie mogło też zabraknąć tradycji, wzorowanych na XIX wieku, takich jak chociażby wodzirejów z pękami wstążek, czy też karnetów do zapisywania tancerzy.

Naj, naj, najlepsze

W okresie dwudziestolecia międzywojennego życie towarzyskie warszawskich elit koncentrowało się na kilku, „strategicznych” wręcz punktach. Były to hotele „Bristol” i „Europejski”, lokale „Oaza” i „Adria”, a także sale należące do Resursy Kupieckiej, Resursy Obywatelskiej, Teatru Wielkiego i Zamku Królewskiego, Szkoły Sztuk Pięknych, Kasyna Garnizonowego w alei Szucha i salony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To była pierwsza liga.

Szczególnie głośno było o życiu nocnym stolicy, gdzie wystawne przyjęcia odbywały się w modnych lokalach i hotelach. Gościli na nich nie tylko polscy, ale również zagraniczni goście. Jak opisywał życie nocne dziennikarz Kuriera Warszawskiego: „Balów ci u nas dostatek, już i Bristol się mieni, i Europejski rozświetla kandelabry, już i pod Oazę podjeżdżają automobile”.

Tu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej niż w innych, znacznie biedniejszych regionach kraju. Stoły uginały się od różnych gatunków mięs, marcepanowe torty (rodem ze Lwowa) były standardem, a goście bawili się do samego rana przy wykwintnej muzyce. Nie brakowało też galantyn, pasztetów, owoców rodem z najdalszych zakątków świata i wyszukanych deserów, których na próżno można było szukać na prowincji.

Pierwszeństwo wśród wszystkich lokali ze względu na swoją nowoczesność i położenie miała Adria pod zarządem Franciszka Moszkowicza. Była przedsiębiorstwem kawiarniano-dancingowo-kabaretowym (choć bale też w niej urządzano, na przykład Bal Prasy). Znajdowała się w reprezentacyjnym gmachu włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Riunione Adriatica di Sicurta przy ul. Moniuszki 10. Ulica Moniuszki była jedną z arterii warszawskiego „city”. Wspomniane Towarzystwo Ubezpieczeniowe miało zaś powiązania z Banca Commerciale Italiana, który w tym czasie dysponował poważnymi udziałami w Banku Handlowym w Warszawie, a przez to także i z rodziną Toeplitzów. Pamiętamy, że Teodor Toeplitz położył wielkie zasługi dla rozwoju Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Adria mogła pomieścić 1500 osób, składała się z kawiarni i baru na parterze oraz dancingu w podziemiach. Największą atrakcją był okrągły obrotowy parkiet. W Adrii można było napić się pierwszej w Warszawie Coca-coli. Wszystkie wnętrza były klimatyzowane. Dancing był czynny od popołudnia przez całą noc. Przed południem orkiestra grała muzykę poważną, a wieczorem muzykę taneczną. Orkiestrę prowadził Jerzy Petersburski. Występował na dancingach z Arturem Goldem. Petersburski, uważany za króla tanga, po wojnie trafił do Argentyny. Po latach wspominał: „Nam się zdawało, że piszemy tanga. Nie, tanga argentyńskie. To jak nasz folklor: czy może jakiś naród napisać takiego kujawiaka jak nasz? W życiu! Tak samo jest z tangiem”. Panów uwodziły fordanserki. Występowała m.in. Hanka Ordonówna. Osobowość i legenda jeszcze za życia. Teksty piosenek pisali dla Ordonki najwybitniejsi – z Julianem Tuwimem na czele. Adrię upodobali sobie wysoko postawieni oficerowie i dawni legioniści. Bywał tu i Wieniawa-Długoszowski, i Beck, i gen. Czesław Jarnuszkiewicz, twórca orła legionowego, i gen. Stanisław Rouppert, szef Departamentu Zdrowia Ministerstwa Spraw Wojskowych. Ich ulubionym gatunkiem alkoholu była wódka od Baczewskiego. Wiadomo zaś że: „wódka czysta ani munduru, ani honoru nie plami”.

W 1933r. powstał Paradis (Nowy Świat 3), którego bywalcami stali się głównie młodzi oficerowie. Na górnej kondygnacji umieszczono eliptyczną lożę, z której można było spoglądać na tańczących poniżej. Publiczność przyciągały występy znanych piosenkarzy, artystów operetek i tancerek. W 1935r. Paradis zapraszał na przedstawienia „światowej sławy artystki” baletowej Edith Zeisler z zespołem. Codziennie w godzinach 18-23 odbywały się fajfy. Po 23 do rana – dancingi.

Najelegantszym lokalem Warszawy ze względu na renomę była restauracja Hotelu Bristol. Konkurować z nią mogły jedynie sale Hotelu Europejskiego. Resursa Obywatelska i Resursa Kupiecka, jak wiadomo, mieściły się przy Krakowskim Przedmieściu 64. Na parterze znajdowała się duża sala jadalna, zaś na piętrze połączone kolumnadą sale balowe.

Sławne bale

Jednym z tych najsłynniejszych był Bal Polskiego Jedwabiu w 1929 roku, który jak wskazuje sama nazwa połączony był z promocją tej tkaniny. „Wieziony w tryumfie wjeżdża olbrzymi oprzęd jedwabniczy, wyskakuje z niego zgrabna panna przebrana za motyla (motyl niewątpliwie polski) i ofiarowuje pani Prezydentowej, jako protektorce polskiego jedwabnictwa, piękny bukiet kwiatów” – tak o tym balu rozpisywała się prasa. Nikogo zapewne nie zdziwi, że zarówno prezydentowa Mościcka jak i inne bawiące się na tym balu damy ubrane były w kreacje z polskiego jedwabiu. Niektóre bale wspominano nie tylko ze względu na panującą na nich atmosferę, ale także wręczane na nich upominki. Ambasador Włoch sprowadzał ze swojego rodzinnego kraju wagon kwiatów, z których przygotowywane były bukiety dla każdej z pań, a poseł USA – Hugh Stetson podczas jednej z imprez obdarował każdą uczestniczkę balu kapeluszem.

Nasze Królowe Mody

Do ciekawych z punktu widzenia naszego zagadnienia należały Bale Mody w Hotelu Europejskim organizowane przez Związek Autorów Dramatycznych, na których to wydarzeniach swe kreacje prezentowały aktorki i znane uczestniczki życia towarzyskiego; w bogatej dokumentacji zdjęciowej odnajdziemy takie postacie jak Loda Halama czy Nina Andrycz (w styczniu 1937 roku otrzymała na balu tytuł „królowej mody”). Pierwszy Bal Mody miał miejsce w 1922 r. Potem co roku w styczniu w salach Hotelu Europejskiego odbyło się 16 kolejnych, aż do wybuchu wojny. Organizowano na nich wybory królowej balu i zarazem królowej mody.

W 1929 r. tytuł ten zdobyła Zula Pogorzelska, popularna wówczas artystka teatrzyków rewiowych, która wystąpiła w sukni uszytej w zakładzie Gustawa Zmigrydera. Wicekrólowymi, jak donosi ówczesna prasa, zostały panie Balcerkiewiczówna i Kolano. Tego roku nie tylko warszawianki konkurowały ze sobą podczas balu, lecz przede wszystkim projektanci i magazyny mód. „Do zawodów stanęły prawie wszystkie większe firmy, które cieszą się popularnością i uznaniem bawiących się sfer stolicy” – pisał dziennikarz tygodnika „Świat”.

Tak relacjonował ten bal luksusowy magazyn „Teatr i Życie Wytworne: „Zula Pogorzelska ubrana w różową suknię z niebieską krynoliną. Niebezpieczną konkurencję stanowi pani Hanka Ordonówna zakuta w sztywną, srebrną lamę, jak rycerz średniowieczny w stal. (.) Najbardziej gorączkują się firmy. Taka Królowa Mody to przecież tajemnica powodzenia, niewyczerpane źródło dochodów. Nieliczni cierpliwi doczekali rannej godziny, w której królowa z roku 1928, pani Maria Balcerkiewiczówna, włożyła swój diadem na chłopięcą główkę pani Pogorzelskiej obranej królową na rok 1929. Wiele się rozwiało przytem utajonych nadziei, wiele westchnień rozczarowanych wydarło się z dekoltowanych piersi, kiedy ręce musiały oklaskiwać szczęśliwą rywalkę”. Wymieńmy tu też kilka innych uczestniczek balu z 1929 r. i autorów ich kreacji. I tak hrabina Halina Rzewuska, która uchodziła za jedną z najpiękniejszych Polek, wystąpiła w stroju uszytym u Bogusława Hersego. Tancerki Welly Sisters (Welska i Konopkowa) miały suknie z firmy Zuzanna przy Nowym Świecie 22. Kilku panów zjawiło się zaś we frakach z firmy Kowalskiego przy Nowym Świecie 40. Rok później, w styczniu 1930 r., królową została Helena Makowska Botterill. Urodzona w 1887 r., nie była już w tym czasie najmłodsza, ale w konkursie oceniano nie tyle urodę modelki, ile jej toaletę. Ta uszyta została w Domu Mody Myszkorowskiego. Tygodnik „Świat” przeznaczył całą stronę na portret królowej zrobiony przez Benedykta Dorysa, jednego z najbardziej wziętych warszawskich portrecistów dwudziestolecia międzywojennego.

Według zapewnień dziennikarza „Kuriera Warszawskiego” bal w 1936 r. udał się znakomicie. Czuć było, że Polska wychodzi z kryzysu, pięknych kobiet i wspaniałych toalet było więcej niż w poprzednim roku. Królową została Olga Sławska, primabalerina Teatru Wielkiego. Czarowała urodą i nie mogła się opędzić od adoratorów. Jej rodzice byli Rosjanami, którzy wyemigrowali do Polski po opanowaniu ich kraju przez bolszewików. Nie zamierzali wydawać córki za mąż za kogoś bez majątku. W 1937 r. królową mody została aktorka Nina Andrycz, a najlepiej skrojony frak należał do pisarza Jarosława Iwaszkiewicza. To wtedy na schodach Hotelu Europejskiego powstały słynne zdjęcia Andrycz emanujące erotyzmem. W wywiadzie dla „News-weeka” z 2014 r. ponadstuletnia wtedy aktorka mówiła Magdalenie Rigamonti: „Otrzymałam tytuł królowej mody i elegancji, który obowiązywał przez cały rok. Dzięki temu miałam spore korzyści materialne, bo sklepy dawały mi na raty wszystko, co zapragnęłam. Kobiety eksponowały swoje ciała, a jednocześnie były nie do zdobycia. Dekolt był, a i tak starający się o względy stał pod oknem i bał się nawet w to okno zerknąć. Jak kwiaty były ładne, to na chwilkę zapraszałam. Żyłam w innej epoce. Ludzie wychowani byli na miłości romantycznej. Czekali na nią. A i tamci mężczyźni podświadomie szukali bogini. Jeśli ktoś miał ochotę na inne relacje, to do dyspozycji były wspaniałe burdele i panie z półświatka”. Ostatni Bal Mody w Europejskim odbył się w 1939 r. „Nieprzerwany sznur samochodów zajeżdża przed rzęsiście oświetlony gmach. Panie w jasnych toaletach, otulone w futra. Panowie w cylindrach i frakach okryci pelerynami. U wejścia tłok. To bal mody. Już XVII z rzędu. (.) Gospodyniami są nasze urocze artystki. O jedenastej sale są przepełnione, stoliki zajęte. Muzyka pięknymi tonami wytwarza atmosferę prawdziwie balową, wesołą, beztroską, radosną. Wśród ochoczej zabawy zbliża się wreszcie najważniejsza atrakcja balu - ceremonia wyboru Królowej Mody, Jej dworu, Najpiękniejszej Pani Warszawy oraz Arbitra Elegantiarum” - relacjonował tygodnik „Świat”. Królową została Maria Malicka, aktorka i właścicielka teatru. Zaprezentowała się w krynolinie z arcysubtelnych koronek z Domu Mody Goussin Cattley. Wicekrólową została artystka Karolina Lubieńska. Miała na sobie suknię z czarnego tiulu przepasaną aksamitką w kolorze cyklamenu i tiurniurką, głowę miała przybraną cyklamenami. Kreację stworzył dom mody Maison Alik przy Jasnej 8. Równie dumne były panie z tytułu Najpiękniejszej Pani Warszawy. Na ostatnim Balu Mody otrzymała go Loda Halama i fakt ten pamiętany był przez kolejne dziesięciolecia. Królem mody został z kolei felietonista Stefan Kwaśniewski, piszący do „Wieczoru Warszawskiego” i innych stołecznych gazet pod pseudonimem Quas. Miał na sobie frak „o nieskazitelnej linii kroju”, pochodzący z pracowni krawieckiej Ludwika Jasińskiego przy Nowym Świecie 59.

Inne sławne bale

Do ciekawych należały też bale organizowane przez studentów: Zalanie Śledzia u Medyków czy Zagazowana Architektura – bal z 1933 roku, podczas którego nawiązywano w krzywym zwierciadle do powszechnego po I wojnie światowej strachu przed atakiem gazowym, a zatem były „miejsca zaiperytowane”, „posterunki odkażające” czy „schron bridge’owy” (gra w brydża była bardzo popularną rozrywką, praktykowaną również podczas bali i zabaw tanecznych). Interesująco zapowiadała się „Kino-Noc-Maskarada w 1922 w Kino-Palace przy Chmielnej 9 organizowana przez Związek Artystów Sztuki Kinematograficznej. Wykonywano kinowe zdjęcia uczestnikom na balu, które można było zobaczyć na ekranie. Przygrywała orkiestra jazz band z Ziemiańskiej pod dyrekcją Kagana i Golda z udziałem p. Johna.Za udział w balu często się płaciło. Swój bal miało także Towarzystwo Tramwajarzy. Do atrakcji ówczesnych zabaw należały serpentiny, confetti, karota czyli zbiórka pieniędzy na cele charytatywne czy poczta francuska – każda pani mogła wysłać liścik miłosny do pana, który zwrócił jej uwagę.

Pod koniec karnawału elity przenosiły się do Zakopanego i tu kontynuowały zabawę. Finałowym wydarzeniem był bal prasy w pensjonacie Bristol.

Bale na cele charytatywne

Wiele balów okresu międzywojennego wyprawiano z myślą o szczytnym celu. I tak na przykład w roku 1921 odbyła się impreza karnawałowa dla 600 osób „oddziału narciarskiego warszawskiego Towarzystwa Łyżwiarskiego i Towarzystwa Tatrzańskiego” w Resursie Obywatelskiej – by zebrać fundusze na budowę schroniska na Hali Gąsienicowej. Kiedy tam będziemy, pamiętajmy, że obiekt wystawiono i za pieniądze tańcujących warszawiaków.

W roku 1922 odbył się, by wymienić jeszcze jeden jako kolejny przykład, w Teatrze Wielkim i Salach Redutowych, Wielki Bal Maskowy na rzecz pomocy dla zdemobilizowanych oficerów. Wzięły w nim udział: Lucyna Messal, Halina Buczyńska i Jadwiga Bukojemska.

Złe przeczucia

W Sylwestra 1938 r. podczas balu w nieistniejącym już stołecznym pałacu Kronenberga atrakcją miało być tłuste żywe prosię, symbol pomyślności. Powodzenie w nowym roku miało zapewnić odciętych i zachowanych kilka włosów z jego szczeciny, a zwierzę musiało dożyć dorosłego wieku. Prosię jednak zostało szybko zjedzone, a zła wróżba na 1939 r. niestety się sprawdziła.

W styczniu 1939 r. w „Mojej Przyjaciółce” pewien jasnowidz obwieszczał, że rozpoczynający się rok będzie stał pod znakiem planety Mars…

Jeszcze wieczorem 31 sierpnia 1939 roku na kolacji w Bristolu słynny okultysta i jasnowidz Stefan Ossowiecki mówił znajomym: „Nic nie będzie. Nie będzie wojny. Wiem o tym”. No cóż, nie chciał psuć nastroju, a przewidział wiele.

Sale balowe przenosiły uczestników jakby w inny, nierzeczywisty , piękny świat. Można było się wtedy uszczypnąć, żeby się przekonać, że to się dzieje naprawdę.

Jak było? Piękny sen na jawie został brutalnie przerwany. We wrześniu 1939 roku spadły pierwsze niemieckie bomby na Warszawę.

Władysław Głowala

 Artykuł ukazał się w numerze 1/2019 „Życia WSM”.